W roku szkolnym 2008/09 nasze Gimnazjum przystąpiło do programu Comenius, który jest jednym z czterech programów sektorowych Programu „Uczenie się przez całe życie” (Lifelong Learning Programme). Razem z partnerami pochodzącymi z różnych krajów i szkół napisaliśmy wspólny projekt (współautorem i koordynatorem jest pani A. Pietrzak), którego tytuł brzmi: „Multilinguistic cross curricular approach”(w skrócie MLCCA)
Dzieje chemii oraz życie i działalność Michała Sędziwoja
1.Początki chemii
Chemia rozpoczęła swe istnienie jako rzemiosło, ponieważ ludzie, którzy przerabiali materiały do celów praktycznych, nie rozumieli mechanizmów chemicznych ani nawet nie próbowali ich rozumieć, ich celem było tylko przeprowadzenie przemian chemicznych dla potrzeb użytkowych. Na początku człowiek używał krzemienia i kości, później te materiały ustępowały miejsca metalom. Dopiero z nadejściem cywilizacji antycznej, ludzie po raz pierwszy mogli zająć się rozważaniem procesów zachodzących w przyrodzie i zaczęli je badać.
2.Pochodzenie słowa chemia Alchemia znana była już w starożytności, ale okres jej świetności przypadł na średniowiecze, głównie za sprawą odnalezionych ok.1200r. manuskryptów. Prace arabskich alchemików, pełne złożonych formuł i opisów skomplikowanych urządzeń laboratoryjnych były prawdziwym olśnieniem dla czytających je uczonych i duchownych. Nagle okazało się, że możliwe jest wyprodukowanie eliksiru życia i kamienia filozoficznego. Rękopisy zawierające alchemiczne instrukcje były trudne do zdobycia, jeszcze trudniej było coś z nich zrozumieć. Mało, że pisane po łacinie, to na dodatek szyfrem. Z obawy przed wykradzeniem tajemnicy alchemicy robili zapiski językiem mętnym i zakodowanym. Na przykład zamiast użyć określenia aqua requia, czyli woda królewska, oznaczającego mieszankę stężonego kwasu azotowego i solnego, mowa była o Zielonym Smoku, ołów zaś nazywano Czarną Wroną.
Za miejsce powstania alchemii powszechnie uważa się Egipt, choć do miana kolebki tej sztuki pretendują również Indie, Babilonia i Chiny. Chińczycy wywodzą pochodzenie słowa chemia z południowo-chińskiego, Kim Ya co oznacza “złota woda”. Najpowszechniejszym poglądem jest, że słowo chemia pochodzi od egipskiego słowa khem oznaczającego czarny. Egipt w owym czasie nazywano Czarnym Krajem od leżącego w dolinie Nilu czarnoziemu. Istnieje też hipoteza mówiąca, że słowo khem oznaczało nie “czarny” a raczej czynność zajmowania się czarnym (czarną ziemią) np. wytapianie metali. Można spotkać się też, z uznawanym dziś z całą pewnością za niepoprawne wywodzeniem słowa chemia z greckiego chyma oznaczającego metalowy odlew. Niektórzy próbują znaleźć źródłosłów słowa chemia w języku hebrajskim. Wszystkie te wyjaśnienia są jednak jedynie hipotezami. Nie istnieją znane źródła pozwalające bezsprzecznie ustalić pochodzenie terminu chemia. Przedrostek al w słowie alchemia pochodzi z czasów dużo późniejszych. Został dodany przez arabów w VII w. n.e.
Celem mojej pracy jest, przedstawienie osoby sławnego alchemika Michała Sędziwoja, żyjącego w XVII wieku wywodzącego się z małej, lecz malowniczej wioski Łukowica położonej w Beskidzie Wyspowym. Osoba ta cieszyła się wielką popularnością w wieku XVII, większą niż przyznaje się mu to w XX wieku. Często w powszechnej świadomości figuruje jako tajemniczy czarodziej, a nie sławny polski uczony.
Pierwszy rozdział mojej pracy poświęcony będzie ogólnej charakterystyce gminy Łukowica, która obejmie położenie geograficzne, ukształtowanie terenu, historie. W drugim rozdziale opiszę powstanie oraz pracę Gimnazjum w Łukowicy, którego patronem jest Michał Sędziwój od października 2006 roku. W trzecim rozdziale zajmę się wyjaśnieniem pochodzenie słowa chemia oraz dziejami alchemii, ale przede wszystkim przybliżeniem samej postaci Michała Sędziwoja, jego życia twórczości i odkryć.
ROZDZIAŁ I
Ogólna charakterystyka gminy Łukowica
1.Położenie geograficzne
Gmina Łukowica należy do powiatu limanowskiego, który leży w środkowej części województwa małopolskiego. Powierzchnia powiatu to 952 km2 zamieszkiwany jest przez 116 tysięcy osób. Powiat tworzy 12 gmin, z tego 2 gminy miejskie i 10 gmin wiejskich, do których należy Łukowica. Gmina Łukowica położona jest w grupie górskiej, którą nazywa się Beskidem Wyspowym. Od południa Beskid Wyspowy przylega do rozległego pasma Gorców, gdzie początkowo granicą jest dolina rzeki Raby, natomiast dalej doliny rzeki: Mszanki i Kamienicy. Wschodnie obrzeża tej grupy Górskiej ogranicza dolina rzeki Dunajca, od strony północnej Beskid Wyspowy przechodzi w pogórze Wielickie, przy czym za granicę przyjmuje się tutaj: Stradomki, Krzyworzeki, Kobylnika, Węglówki, Raby i Krzyczanówki. Charakterystyczną cechą Beskidu Wyspowego wyrastanie odosobnionych, wyspowo wznoszących się szczytów z typowo podgórskiego, sfalowanego łagodnymi garbami krajobrazu. Szczyty te mają strome, czasem nawet bardzo spadziste stoki. Poszczególne szczyty górskie oddzielone są głębokimi dolinami rzecznymi, które od dawien dawna wykorzystane były jako trakty komunikacyjne. Gmina Łukowica graniczy z czterema gminami. Od północy z gminą Limanowa, od wschodu 6 z gminą Podegrodzie, od południa z gminą Łącko, a od zachodu z gminą Kamienica.
*rys.1 Mapka gminy Łukowica
W skład gminy Łukowica wchodzi dziewięć wsi: Łukowica, Przyszowa, Roztoka, Młyńczyska, Jastrzębie, Stronie, Jadamwola, Owieczka, Świdnik.
Idąc małą brzozową alejką, prowadzącą do murowanej kapliczki w parku dworskim w Świdniku, chcąc nie chcąc ulegamy nastrojowi sielskości i tęsknoty za dawnymi, dobrymi czasami. Mało kto, stojąc przed pięknie żłobionym portalem zabytku ma świadomość dramatycznych zdarzeń, które kiedyś rozegrały się w tym miejscu
Jak głosi miejscowe podanie kapliczka wzniesiona została w tym samym okresie co dwór, czyli w XVIII w. na zbiorowym grobie pomordowanych tutaj arian, czyli braci polskich. Za kapliczką stał niegdyś zbór ariański po którym nie ma już prawie śladu. Wybudowali go w XVI w. Rogowscy. Cała okolica była niegdyś widownią pogromów na tle religijnym. Kroniki podają, że w 1620 r. chłopi z Łącka "ogarnięci gniewem bożym pod dowództwem Kępy i Chlipawczyków z Ochotnicy oraz Błażka Jaszczura Rusnaka z Kamienicy urządzali napady na dwory arian - Wielogłowskich w Wolicy, pani Gabońskiej w Łukowicy oraz Wierzbiętów i Podowskich w Przyszowej". Pisał o tym Jan Wiktor: "Krew spod wideł chlusnęła na dzieje narodu, której nie mogli zmyć poświęconą wodą przez wieki pogrążone w mrokach." (Pieniny i ziemia sądecka).
Był zimny, lutowy dzień. Kondukt żałobny podążał za trumną Mariana Karola Leji w stronę cmentarza parafialnego w Łukowicy. Szczególna była data: 20.02.2002. Podobny rząd cyferek pojawi się dopiero za tysiąc lat. Pomyślałem wtedy, że pogrzeb artysty nie mógł odbyć się w zwykły, pospolity dzień...
Bo też życie Mariana Karola Leji, choć niełatwe - a może właśnie dzięki temu - do zwykłych nie należało. Wiem, że dla wielu mieszkańców Łukowicy, którzy mijali niepozornego staruszka na ulicy, Leja był po prostu sąsiadem, rolnikiem jak oni, choć pewnie wiedzieli, że coś tam kiedyś "dłubał" w drzewie. Mam wrażenie, że mimo dziesiątków lat działalności takiej instytucji jak "Cepelia" wciąż w naszym społeczeństwie nie jest wyrobione przekonanie o dosłownej wartości ludowych dzieł sztuki. Stąd się bierze, czasami spotykane, lekceważące kwitowanie z przekąsem trudów rzeźbiarzy i malarzy, którzy w stwardniałe od pracy rolniczej dłonie biorą dłuto lub pędzel...
Z czego w ogóle wynika potrzeba "dłubania"? Ano jest to odwieczna, prastara zasada tworzenia dla bliźnich, by im ułatwić, umilić, ubarwić potoczne życie. Tyle tylko, że przed tysiącami lat - choćby w grotach Lascaux - twórczość samorodnych talentów szła w parze z o wiele większą akceptacją społeczną i przydatnością ich wytworów. Produkowano piękno z autentycznej potrzeby dawcy i biorcy. Taki przedpiastowski posążek, spinka, grot włóczni czy amulet wynikały z konieczności życiowych gromady. I tu dochodzimy do sedna, bowiem najciekawsze jest to, że dzisiejsze rzeźby wykonywane przez samorodnych artystów po wielu wsiach naszego kraju, a mam na myśli przede wszystkim twórczość spontaniczną, niekoniecznie kontraktowaną cepeliowsko - są chwilami wręcz bliźniaczo podobne do figurek i ornamentowanych cudeniek z gablot archeologa. Jest to ten sam impuls twórczy, identyczne tworzywo, ale także to, co nieco mistycznie zwiemy genius loci...
Projekt "Poprzez historię do przyszłości" (program „Rzeczpospolita internetowa”)
Woda, która nie moczy rąk - alchemia Michała Sędziwoja
Pod takim tytułem ukazała się już jakiś czas temu książka Zbigniewa Szydło poświęcona postaci alchemika Michała Sędziwoja. Jest to jak najbardziej naukowa praca (300 stron!), napisana w oryginale po angielsku, przez doktora historii i filozofii nauki, nauczyciela chemii w Highgate School w Londynie, urodzonego tamże, w rodzinie polskich emigrantów. Książka doczekała się niedawno przychylnej recenzji w "Gazecie Wyborczej". Czyta się ją bardzo dobrze, może oprócz opisów czysto chemicznych procesów, przez które ciężko przebrnąć humaniście.
Ważne, że wreszcie z mgieł i oparów legendy wyłoniła się postać Michała Sędziwoja z krwi i kości. Można się więc dowiedzieć, że przyszły alchemik urodził się 2 lutego 1566 roku w Łukowicy w rodzinie szlacheckiej - tutaj jakże smaczny szczególik - dosyć nawet jak na owe czasy rozrzutnej. Z ksiąg rachunkowych miejscowego kupca wynika, że robili zakupy prawie zawsze na kredyt, a kupowali towary drogie: materiały na odzież i importowane przyprawy do potraw.
Jak przodek Sędziwoja z Łukowicy z Jagiełłą wojował
16.12.2007.
Specjalne podziękowania dla profesora Jerzego Antoniego Ostoja Sędzimira, potomka panów łukowickich, który teksty te zebrał i udostępnił
jak przodek Sędziwoja z Łukowicy przeciwko Jagielle wojował
Paprocki(1) stwierdza, że Sędziwojowie i Sedzimirowie„idą od Ścibora sławnego wojewody króla Ludwika”. O jego dziejach i czynach wiele pisze Długosz, najwięcej informacji zawiera monografia Morawskiego(2). Jednakże już w połowie XV wieku część rodu Ostojów posługuje się wyłącznie imionami Sędziwój lub Sędzimir przejmującymi stopniowo rolę nazwiska. Między innymi wskazuje na to edykt królewski(3), przychylający się do pokornej prośby Sędziwoja z Łukowicy („humiles petitiones maiestati nostrae pro facte nobilis Sandiuogi de Lukowicze” do przeniesienia dziedzictwa „Lukowicze” z prawa polskiego na magdeburgskie. Zadziwiające jest, że dokument ten wydano w sierpniu 1444 we Waradynie (in Waradino ... Anno Domini quadringetesimo quadragesimo quarto”) w więc na jakimś postoju w drodze pod Warnę, mniej więcej miesiąc przed bitwą!
Ostoja - herb rodu Sędziwoja Trzeba by się zastanowić czy Łukowica nie powinna powrócić do herbu dawnych właścicieli (sugestia administratora strony)
Specjalne podziękowania dla profesora Jerzego Antoniego Ostoja Sędzimira, potomka panów łukowickich, który teksty te zebrał i udostępnił
Jak pan łukowicki z Beniowskim, statkiem z niewoli Rosyjskiej do Chin uciekał
(XVIII / XIX w)
O jego istnieniu i dziwnych losach dowiadujemy się głownie z listu, który wysłał z Paryża, około roku tysiąc osiemsetnego (brak dokładnej daty), do generała Wincentego Krasińskiego. Szczęśliwie list ten został wydrukowany(1)(archiwum Krasińskich spłonęło w Warszawie w 1944 r.). – J.S pisze, że uczestnicząc w Konfederacji Barskiej walczył jako oficer pod komendą ojca adresata (również generała). Dalej pisze „ ... w batalii pod Wysowom konia podemną zabito, i dostałem się w niewolę rosyjską. Potem nas prowadzono do Kaługi, z Kaługi do Kazania, z Kazania do Astrachania nad morzem Kaspijskim, tam potem przyszło więcej niewolnika; stamtąd nas prowadzono do Tobolska , gdzieśmy znaleźli cztery tysiące Polaków; z Tobolska nas prowadzono do Irkucka pod granicą Chińską; w Irkucku nas podzielono na kompanie; po stu dwadzieścia żołnierza w kompanii, i tameśmy ciągnęli losy gdzie której kompanii wypadnie maszerować. Los naszej kompanii wypadł maszerować do Kamczatki, gdzie było więcej jak tysiąc mil z Irkucka, do kreposti Czarkaskaja, gdzie nasz los wypadł; tameśmy byli cztery lata w garnizonie”. J.S. wziął udział w, zainicjowanym przez Beniowskiego, opisywanym przez wiele źródeł(2), buncie i razem z Beniowskim uciekł zdobytym statkiem. Relacje o dalszych losach są niezbyt jasne. Kończąc swój list J.S. przechodzi, niewiadomo dlaczego, na nieco chropowatą francuzczyznę „jai partie pour l’Amerique, ou je restois quatorze ans a St. Domengue, assi bien etablie pres Cap Francais. Mais la Revolution m’en a fait perte tout; arrive en France au milieu de la Revolution avance deja en age; MON intention unique est, de me retourne dans mon Pays natal. Ainsi Monseigneur je Vous Supplie d’etre toucher d’une Noble Compassion de me render autent Service que je puisse me render de Paris …” – W cytowanym źródle brak jest informacji o dalszych losach autora listu.
W pamiętnikach Kazimierza Girtlera(3), odwiedzającego w roku 1836 Łukowicę (należącą od końca XV w do Sędzimirów, sprzedaną Pieniążkom w ostatnich latach XVIII w.) natrafiłem na wzmiankę o przebywających tam rezydentach. Doprowadziło mnie to do nie opublikowanych fragmentów rękopisu. Znalazłem tam kilka cytowanych niżej zdań, które prawdopodobnie dotyczą bohatera opisywanych wyżej wydarzeń.
„A znowu stary Sędzimir, to rzadki, niezrównany egzemplarz jakiego nikt teraz nie zobaczy. Szlachcic którego rodziców własnością były niegdyś całe rozległe Łukowickie Dobra, - młodość spędził po szlachecku, wojaczył – majaczył (? Jerzy S.) aż osiadł u Pieniążków na rezydencji, siedział i przy Janowskim” - (Janowski był dzierżawcą). Z tekstu można wnioskować że wzmiankowany Sędzimir pojawił się w Łukowicy w pierwszych latach XIX w.
Dalej Girtler pisze „zdało się że na ławie w jadalnej Sali czeka swojej ostatniej godziny...” - „...po kolejnej sprzedaży Łukowicy, i przejęciu jej przez nowych właścicieli, S. opuścił dwór” – „ ... widziano go dziadem przy Kościele Panny Maryi w Krakowie. Już nie żyje”. – „Chłop był wysoki, szczupły, na jedno oko ślepy – czuprynę szron okrywał – wiek go chylił do ziemi, ale gwałtownie się prostował. Ubrany był w płócienną szarą czamarę, haydawery – od rana do nocy przesiadywał na jednym miejscu ... podczaszyć lubił, ale do wina już nie należał (? Jerzy S.) – kubek okowity odmładzał go, a wtedy wspomnienia dawne rozjaśniały twarz jego – rozgadywał się stary”. – Niestety Girtler , podając szereg drugorzędnych szczegółów, nie podaje imienia „starego Sędzimira” ani nie informuje o treści jego wspomnień.
Zestawiając dane zawarte w cytowanym liście z podanymi w opowiadaniu Kazimierza Girtlera można wnioskować, że jeżeli to był ten sam Sędzimir to przybywając do Łukowicy z tułaczki miał by około pięćdziesięciu lat , zaś w czasie wizyty K.G. około osiemdziesięciu.
(1)J. Tretiak – opracowanie poświęcone twórczości Słowackiego. Nawiązujący do „Beniowskiego” rozdział p.t. „nieznane fragmenty” str. 237 – 40; (niestety nie mam pełnych bibliograficznych „współrzędnych”).
(2)J.Roszko, Awanturnik Nieśmiertelny, Wydawnictwo Śląsk,1989; - vie romance, rodzaj monografii cytującej liczne źródła.
(3)K. Girtler, Opowiadania t.I, II, Wydawnictwo Literackie , 1971, oraz informacje zaczerpnięte z nie opublikowanych fragmentów rękopisu, znajdującego się w bibliotece PAU w Krakowie.
Zmieniony ( 30.12.2007. )
Z Łukowicy, przez Kaługę, Kazań, Astrachań, Irkuck na Kamczatkę
30.12.2007.
Autorem artykułu jest profesor Jerzy Antoni Ostoja Sędzimir, potomek panów łukowickich
Jak pan łukowicki z Beniowskim*, statkiem
z niewoli rosyjskiej do Chin uciekał
(fragment)
„A znowu stary Sędzimir, to rzadki, niezrównany egzemplarz jakiego nikt teraz nie zobaczy. Szlachcic którego rodziców własnością były niegdyś całe rozległe Łukowickie Dobra, - młodość spędził po szlachecku, wojaczył – majaczył (? Jerzy S.) aż osiadł u Pieniążków na rezydencji, siedział i przy Janowskim” - (Janowski był dzierżawcą). Z tekstu można wnioskować że wzmiankowany Sędzimir pojawił się w Łukowicy w pierwszych latach XIX w. Dalej Girtler pisze „zdało się że na ławie w jadalnej Sali czeka swojej ostatniej godziny...” - „...po kolejnej sprzedaży Łukowicy, i przejęciu jej przez nowych właścicieli, S. opuścił dwór” – „ ... widziano go dziadem przy Kościele Panny Maryi w Krakowie. Już nie żyje”. – „Chłop był wysoki, szczupły, na jedno oko ślepy – czuprynę szron okrywał – wiek go chylił do ziemi, ale gwałtownie się prostował. Ubrany był w płócienną szarą czamarę, haydawery – od rana do nocy przesiadywał na jednym miejscu ... podczaszyć lubił, ale do wina już nie należał (? Jerzy S.)- kubek okowity odmładzał go, a wtedy wspomnienia dawne rozjaśniały twarz jego – rozgadywał się stary”.
*Beniowski - bohater znanego utworu Juliusza Słowackiego
"Kto czyta książki, żyje podwójnie".(Umberto Eco) "Aby istnieli wielcy poeci, muszą być wielcy czytelnicy". (Walt Whitman) Biblioteka szkolna Gimnazjum im. Mi...
Czytaj Więcej ...
Wspomnień czar
Wspomnień czar… Marta Dyrek – kl. I b Drugie spotkanie projektu Comenius odbyło się w Polsce (Łukowica), w dniach 8 – 13 lutego 2009 r. Rozpoczęło się w niedzielę o...
Czytaj Więcej ...
Wizyta uczestników projektu Comenius
W dniach 8.02-15.02.2008 w Gimnazjum w Łukowicy odbędzie się spotkanie młodzieży w ramach projektu Comenius - uczniowie z Czech, Turcji, Portugalii i Wielkiej Brytanii wraz z opiekunami spotkają się z...
Czytaj Więcej ...
Komputer dla ucznia
Rusza program "Komputer dla ucznia" Rozpoczynają się przygotowania do rządowego programu „Komputer dla ucznia”. Nauczyciel...
Czytaj Więcej ...
Jak powstała Łukowica?
autor: Piotr Więcek O tym, jak powstała Łukowica Wprowadzenie Z powstaniem Łukowicy wiąże się pewna legenda, a jak to z legendą bywa jest w ...
Czytaj Więcej ...