Help!
17.12.2017.
Gimnazjum w Łukowicy
Advertisement
Strona Główna arrow Rzeczpospolita

Menu główne
Strona Główna
Rzeczpospolita
Fotoreportaże
Dawniej i dziś
Gród Wiślan
Sędziwój
Artykuły
Kolonie
Rekrutacja
Dokumenty
Dla Rodziców
Gimnazjum
Aktualności
Patron Szkoły
Historia Gimnazjum
Samorząd Uczniowski
Biblioteka
Współpraca zagraniczna
Fotowydarzenia
Galeria
Sport
Szukaj
Biblioteka nauczyciela
Pedagog szkolny
Info
Archiwum
Tematy pokrewne
Program Rzeczpospolita internetowa
Jak to na grodzisku w Naszacowicach było ... PDF Drukuj Email
11.12.2007.

 Na grodzisku w Naszacowicach

W połowie października, w środku pięknej jesieni, kiedy słońce było już wysoko i dość mocno już świeciło, wyruszyliśmy na wycieczkę na grodzisko w Naszacowicach. W autobusie było głośno. Jak zwykle zresztą… I tym razem przedmiot dysputy był jak najbardziej zajmujący i jej uczestnicy emocjonalnie relacjonowali zasłyszane wcześniej opowieści o wczesnośredniowiecznym grodzie. Każdy z nas też miał własne wyobrażenie obecnego stanu grodziska. Niektórzy tam już byli. Ja jadę po raz pierwszy. Tym bardziej moja ciekawość jeszcze bardziej się rozbudza. Przejechaliśmy już kilkanaście kilometrów, mijamy kolejny wiejski krajobraz, pojawia się Dunajec za oknem autobusu. Zatrzymaliśmy się. „ Chyba ktoś się źle czuje”- pomyślałam. Ale… „Wysiadamy”- stanowczo wykrzyknął nauczyciel i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu wszyscy opuścili pojazd. „No… ale… przecież tu nic nie ma… To chyba jakiś żart”- pomyślałam. „Jakieś chaszcze, reklama „Karczma u Wojtka” i wielkie skrzyżowanie. I jeszcze Dunajec. Ale te widoki przecież ja doskonale znam. Przejeżdżałam tędy chyba tysiąc razy. No dobra”. Powstrzymałam niestosowne komentarze, zmobilizowałam się i ruszyłam za przewodnikiem. Ścieżka była wąska i ostro pod górę,  z czasem zaś przerodziła się w drogę ubitą, wyjeżdżoną chyba przez miejscowych. Po kilkunastu minutach wędrówki ukazał nam się niewyobrażalnie piękny widok. Patrząc na południowy zachód „wyrosły” przed nami góry Beskidu Sądeckiego z Pasmem Radziejowej zachwycając wszystkich uczestników wycieczki swoją kolorystyką. Po prostu złota polska jesień. Ponadto szeleszczący dywan z liści pod nogami i te niesamowite widoki wokół budziły we mnie ogromne emocje i radość. W pierwszej chwili po wyjściu z lasu żałowałam, że to już koniec tej bajki, jednak, z drugiej strony wiedziałam, że jestem coraz bliżej celu naszej wycieczki. Moja ciekawość nie znała granic. Zasypywałam przewodnika pytaniami o funkcjonowaniu grodu i obecnym wyglądzie grodziska. Moje starania poszły na marne. W odpowiedzi, bowiem otrzymałam krótko: „ Zobaczysz sama. Pod warunkiem jednak, że uruchomisz wyobraźnię”. Nie miałam już teraz wyjścia jak tylko czekać cierpliwie na efekt. Wreszcie dotarliśmy na szczyt. Pierwsze wrażenie nie było zachęcające. „ Wielkie mi grodzisko- po prostu zaorane pole i parę nierównych wzgórków wokół. U nas na wsi określono by ten widok jako trudne warunki do uprawiania ziemi”- pomyślałam zniecierpliwiona. Ale kiedy przewodnik odsłonił kilka szczegółów położenia i zagospodarowania grodu, nieoczekiwanie to „zaorane pole i wertepy” zamieniło się w najprawdziwsze grodzisko. W mojej wyobraźni ukazał się obraz ogromnego grodziska z potężnymi wałami obronnymi. Weszliśmy przez tzw. bramę zachodnią. I to jeszcze nie koniec niespodzianek. Teraz zgodnie z instrukcją przewodnika i ku jego śmiałej zachęcie zamieniliśmy się w małych archeologów. Kiedy przewodnik mówił, że można tu znaleźć elementy garnków, czy innych przedmiotów codziennego użytku sprzed kilkuset lat, z niedowierzaniem zerkałam na ziemie. Jakież było moje zdziwienie i jaka radość, kiedy po oczyszczeniu znalezionych „kamieni” okazało się, że pokryte są różnorodnymi wzorkami. Wtedy już nie miałam wątpliwości o zasadności moich poszukiwań. Potem wszyscy uczestnicy wyjazdu zebrali razem znalezione wykopaliska. I trzeba przyznać, znaleźliśmy kilka ciekawych okazów.  Byliśmy tak wszyscy podekscytowani nowymi doświadczeniami, że nikt nie miał ochoty wracać. I tu z pomocą opiekunom przyszedł… deszcz. Ślizgając po błocie z góry w drodze powrotnej, przemoczeni i zmęczeni dotarliśmy wreszcie do autobusu. Trzymając mocno „skorupki” w kieszeni, żeby nie pogubić, nie mogłam wrócić do rzeczywistości. Nie mogłam uwierzyć, że wzgórze, które mijałam wielokrotnie okazało się grodziskiem, na którym w od II połowy VIII. do XI w. funkcjonowało jedno z ważniejszych grodów na tym terenie, a ja mam za sobą… pierwsze odkrycia archeologiczne.
 

Informacje o grodzie w Naszacowicach znajdują się  w dziale Gród Wiślan

Edyta Mucha kl. II d, Łukowica, grudzień 2007 

 

Zmieniony ( 17.02.2008. )
 
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»

Pozycje :: 22 - 22 z 22










Top!