Help!
17.10.2017.
Gimnazjum w Łukowicy
Advertisement
Strona Główna arrow Sędziwój arrow Woda, która nie moczy rąk

Menu główne
Strona Główna
Rzeczpospolita
Fotoreportaże
Dawniej i dziś
Gród Wiślan
Sędziwój
Artykuły
Kolonie
Rekrutacja
Dokumenty
Dla Rodziców
Gimnazjum
Aktualności
Patron Szkoły
Historia Gimnazjum
Samorząd Uczniowski
Biblioteka
Współpraca zagraniczna
Fotowydarzenia
Galeria
Sport
Szukaj
Biblioteka nauczyciela
Pedagog szkolny
Info
Archiwum
Tematy pokrewne
Woda, która nie moczy rąk PDF Drukuj Email
26.12.2007.
Projekt "Poprzez historię do przyszłości" (program „Rzeczpospolita internetowa”)
 
Woda, która nie moczy rąk - alchemia Michała Sędziwoja
 
Pod takim tytułem ukazała się już jakiś czas temu książka Zbigniewa Szydło poświęcona postaci alchemika Michała Sędziwoja. Jest to jak najbardziej naukowa praca (300 stron!), napisana w oryginale po angielsku, przez doktora historii i filozofii nauki, nauczyciela chemii w Highgate School w Londynie, urodzonego tamże, w rodzinie polskich emigrantów. Książka doczekała się niedawno przychylnej recenzji w "Gazecie Wyborczej". Czyta się ją bardzo dobrze, może oprócz opisów czysto chemicznych procesów, przez które ciężko przebrnąć humaniście.

1_pracownia_alchemika.jpg
2_pracownia_alchemika.jpg
3_pracownia_alchemika.jpg
4_pracownia_alchemika.jpg
 
Ważne, że wreszcie z mgieł i oparów legendy wyłoniła się postać Michała Sędziwoja z krwi i kości. Można się więc dowiedzieć, że przyszły alchemik urodził się 2 lutego 1566 roku w Łukowicy w rodzinie szlacheckiej - tutaj jakże smaczny szczególik - dosyć nawet jak na owe czasy rozrzutnej. Z ksiąg rachunkowych miejscowego kupca wynika, że robili zakupy prawie zawsze na kredyt, a kupowali towary drogie: materiały na odzież i importowane przyprawy do potraw.

Wyjaśniła się także sprawa nazwiska. To za namową genealoga Bartłomieja Paprockiego Michał Sędzimir zmienił swe nazwisko na brzmiące bardziej rycersko "Sędziwój" i dlatego w źródłach znaleźć można obie formy jego nazwiska. Michał kształcił się w Krakowie (później jeszcze w Lipsku, Wiedniu i Altdorfie) i w szkolnej ławie poznał Mikołaja Wolskiego, późniejszego wielkiego marszałka królewskiego, który bardzo ułatwił karierę koledze. Obaj byli też odpowiedzialni za słynny pożar części Zamku Królewskiego na Wawelu w styczniu 1595r. co przyspieszyć miało przeniesienie stolicy do Warszawy.
Zbigniew Szydło bliżej przyjrzał się także służbie dyplomatycznej Michała Sędziwoja na dworze cesarza Rudolfa II w Pradze i jako osobistego sekretarza króla polskiego Zygmunta III Wazy. Są poszlaki, że alchemik odgrywał istotną rolę w potajemnych kontaktach króla z habsburskim dworem w Pradze, a nawet możliwe jest, że był "podwójnym agentem". Książka rozpoczyna się jednak od rozdziału zatytułowanego "Tajemnica Cornelisa Drebbela i jego drewnianej łodzi podwodnej". Co ma wspólnego wydarzenie, które rozegrało się w 1621 r. w Londynie z naszym rodakiem? Ano, ma i to dużo. Drewniana łódź podwodna, napędzana przez 12 wioślarzy, przepłynęła pod wodą od Westminsteru do Greenwich, a świadkiem był m.in. król Jakub I. Ten niezwykły pokaz był przez następne stulecia tematem gwałtownych dyskusji i debat, a to ze względu na technikę odświeżania powietrza pod wodą, którą wynalazł Drebbel i trzymał w tajemnicy.

Oczywiście dzisiaj wiemy, że chodziło o tlen, ale ten został odkryty dopiero w 1774r. czyli 150 lat później! Szydło dowodzi, że Drebbel znał osobiście Sędziwoja i po prostu przeczytał jego traktat "De Lapide Philosophorum" wydany w Pradze w 1604 r.

I dochodzimy do meritum książki, czyli do teorii "powietrznej saletry" - odkrycia przez Sędziwoja składnika powietrza podtrzymującego życie, dzisiaj nazywanego tlenem. Autor książki zastanawia się, dlaczego w obliczu niezaprzeczalnych zasług na polu nauki, jeszcze 30 lat temu uważano Sędziwoja za postać nieomal mityczną, kogoś, kto dla korzyści majątkowych bawił naiwnych cesarzy i królów tanimi alchemicznymi sztuczkami. Dla Anglosasów był kimś jeszcze gorszym, bowiem miał ponoć wykraść tajemnicę kamienia filozoficznego od konającego szkockiego alchemika Setona, a na dokładkę ożenił się z wdową po nim! Okazuje się, że winny był ...sam Sędziwój, a raczej jego szczególna obsesja zachowania anonimowości. Po pierwsze - miał zwyczaj podpisywania swoich naukowych prac licznymi anagramami i pseudonimami, a po drugie, był całkowicie zadowolony, gdy jego dzieła ukazywały się pod nazwiskami innych autorów. Miało to pewien związek z faktem przynależności Sędziwoja do tajnego, za to super elitarnego Bractwa Różokrzyżowców. Sam napisał też statut i organizował utajnione Stowarzyszenie Nieznanych Filozofów. Pamiętajmy, że czasy były ciężkie dla nauki, w każdej chwili Sędziwojowi groziło więzienie i tortury, czego zresztą zaznał kilka razy,

a przecież jeszcze pół wieku po śmierci alchemika (nastąpiła ona w 1636 roku) polowano na czarownice w miasteczku Salem. Co ciekawe jednak, współczesna wiedza chemiczna jasno wskazuje, że transmutacji - czyli zamiany metalu nieszlachetnego w złoto - teoretycznie da się dokonać, tyle tylko, że jest to proces wymagający ogromnych laboratoriów, a koszty wielokrotnie przewyższają wartość samego złota. Zbigniew Szydło zadał sobie trud streszczenia i omówienia naukowego wszystkich znanych dzisiaj dzieł piśmiennych Sędziwoja. Mimo hermetycznego języka jest to najbardziej imponująca część książki. Autorowi przyświecała idea, aby przywrócić właściwe proporcje w ocenie dorobku naszego rodaka. Wszak już hrabia, ale także wielki uczony Michael Maier na stronie tytułowej swego dzieła wydanego w 1617 r. zamieścił ryciny przedstawiające 12 wielkich przyrodników (uwaga: nie alchemików!). Jako jedynego mu współczesnego włączył do nich "Anonimowego Sarmatę", którego po wschodnioeuropejskim stroju można rozpoznać, jako Sędziwoja.

Jarosław Czaja, Łukowica, grudzień 2007 

Zmieniony ( 28.12.2007. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Top!